-
Psychologia
- piątek, 06 marca 2026
Odporność psychiczna to jedno z tych pojęć, które brzmią groźnie, bo kojarzą się z ludźmi, którzy „zawsze dają radę”. Takimi, którzy nie płaczą, nie narzekają, wstają o piątej rano, biegają maratony i jeszcze mają energię, żeby motywować innych. Wtedy ktoś myśli: to chyba nie o mnie. Potem przychodzi do gabinetu ktoś zupełnie inny. Zmęczony, czasem zagubiony, w trakcie zmiany, której się boi. Mówi: ja już nie mam siły. W tym momencie najczęściej okazuje się, że odporność psychiczna nie ma nic wspólnego z byciem niezniszczalnym. Odporność psychiczna nie polega na tym, że nic Cię nie rusza. Polega na tym, że „COŚ „Cię rusza a Ty mimo to wracasz do siebie. Czasem wolniej, czasem z przerwą na narzekanie i pizzę, ale wracasz.
Psychologia przez długi czas utożsamiała odporność z twardością. Dopiero gdy pojawiły się koncepcje takie jak salutogeneza Aarona Antonovskyego zaczęto mówić o odporności jako o procesie, a nie o stałej cesze charakteru. Mówimy o czymś, co buduje się, traci, odbudowuje i modyfikuje w zależności od tego, co aktualnie dzieje się w życiu. Odporność nie bierze się znikąd. Rośnie tam, gdzie są zasoby. Nie chodzi o zasoby w stylu „muszę być silniejszy”. Chodzi o bardzo przyziemne rzeczy: sen, jedzenie, relacje, poczucie sensu, przekonanie, że świat nie jest całkowicie chaotyczny. Kiedy te elementy są na miejscu, człowiek lepiej znosi stres. Kiedy znikają, nawet najbardziej „odporny” zaczyna się chwiać. To nie jest porażka. To po prostu biologia i psychologia działające razem.
Jednym z najważniejszych elementów odporności jest tzw. poczucie koherencji. Brzmi mądrze, ale w praktyce sprowadza się do trzech bardzo ludzkich przekonań: że świat w miarę da się zrozumieć, że dam sobie jakoś radę i że to wszystko ma sens. Bez tego ostatniego nawet najlepsze strategie radzenia sobie zaczynają przypominać gaszenie pożaru kubkiem wody.
Tu pojawia się Viktor Frankl, który pisał, że sens jest jednym z najpotężniejszych buforów psychicznych. Sens nie usuwa trudności, ale sprawia, że trudności nie niszczą nas od środka. Ludzie, którzy widzą znaczenie w tym, co robią, nawet jeśli czasem mają dość, szybciej się regenerują. Nie dlatego to robią, że są silniejsi ale dlatego, że wiedzą, po co wstają po upadku. Psychologia pozytywna dołożyła do tego jeszcze jedną ważną perspektywę. Pokazała, że odporność nie polega na ignorowaniu emocji negatywnych, tylko na elastyczności emocjonalnej. Na umiejętności przechodzenia od napięcia do ulgi, od smutku do nadziei, od frustracji do działania. Martin Seligman pisał, że dobrostan nie oznacza stałego szczęścia, lecz zdolność do odzyskiwania równowagi. To jest bardzo uwalniające.
Odporność psychiczna to nie brak kryzysów, to zdolność do tego, żeby w kryzysie nie zgubić siebie na dobre. Czasem oznacza to działanie, czasem zatrzymanie się, czasem zmianę decyzji a czasem bardzo dojrzałe: teraz potrzebuję pomocy. Wbrew mitom, odporni psychicznie ludzie częściej proszą o wsparcie. Wiedzą, że samodzielność nie polega na robieniu wszystkiego w pojedynkę, tylko na rozpoznaniu momentu, w którym zasoby się kończą. To jest dojrzałość, nie słabość.
Odporność buduje się też w codziennych, małych wyborach. W tym, czy dbasz o sen, zanim zacznie Ci się sypać Twoja koncentracja. W tym, czy umiesz odpuścić cel, który przestał służyć zdrowiu. W tym, czy potrafisz powiedzieć sobie: dziś wystarczy. To są drobne rzeczy, które z perspektywy czasu robią ogromną różnicę.
Jeśli miałabym powiedzieć jedno zdanie, które najczęściej pomaga ludziom spojrzeć na siebie łagodniej, byłoby to: odporność psychiczna nie polega na tym, że się nie łamiesz, tylko na tym, że potrafisz się składać na nowo. Czasem w trochę innej wersji niż wcześniej, ale nadal swojej.
Odporność to nie pancerz. To elastyczność. Elastyczne rzeczy rzadziej pękają na zawsze.

Autor: Renata Fijałkowska,
psycholog,
Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie
Najnowsze
