-
Psychologia
- wtorek, 29 września 2026
Kiedy ostatnio odpowiedzieliście na pytanie „Jak się macie?” zgodnie z prawdą?
Bez automatycznego „dobrze”, bez dodawania „dam radę”. Bez uśmiechu, który czasem przypomina tarczę ochronną, a nie oznakę dobrego samopoczucia.
Pytam o to nie bez powodu. Żyjemy w czasach wielkiej epidemii dzielności. Nie odwagi, nie odporności psychicznej – dzielności. To są dwie zupełnie różne rzeczy. Odważny człowiek mówi, że sobie nie radzi. Dzielny człowiek zaciska zęby i udaje, że wszystko jest w porządku. Współczesny świat wyjątkowo pokochał ludzi dzielnych.
O tym pomyślałam podczas konferencji „Mental Health at Work” w Krakowie, gdzie jednym z ważnych tematów było bezpieczeństwo psychologiczne w miejscu pracy.
Jeszcze kilka lat temu samo to określenie brzmiało jak kolejne modne hasło wyciągnięte z korporacyjnego słownika obok work-life balance, wellbeingu i rezyliencji. Słowa, które pięknie wyglądają na slajdach i znikają razem z prelegentem.
Tymczasem rozmowa z Emilią Brzóską CEO Fundacji Nowe Przestrzenie uświadomiła mi, że nie chodzi o modę. Mowa o zdrowiu człowieka, jakości relacji w pracy i o sposób funkcjonowania całych organizacji.
Jedno zdanie zostało ze mną szczególnie:
„Milczenie jest droższe niż nam się wydaje”
My, ludzie XXI wieku, jesteśmy mistrzami milczenia. Nie mówimy, że jesteśmy przeciążeni, że czegoś nie rozumiemy, że potrzebujemy pomocy. Nie mówimy, że zaczyna nam brakować sił.
Za to bardzo często mówimy:
„Jeszcze tylko ten tydzień.”
„Jeszcze tylko ten projekt.”
„Jeszcze tylko do urlopu”.
Później okazuje się, że tych „jeszcze tylko” nazbierało się tyle, że człowiek nie pamięta już, kiedy ostatni raz naprawdę odpoczywał.
Raport „Ile kosztuje milczenie?” przygotowany przez Fundację Nowe Przestrzenie wspólnie z Ipsos, pokazuje skalę problemu:
71% pracowników w Polsce nie czuje się wystarczająco bezpiecznie, aby otwarcie mówić o swoich obawach, pomysłach czy problemach.
To siedem osób na dziesięć.

31% badanych funkcjonuje w pracy w stanie ciągłego niepokoju. Ponad połowa, aż 56% uważa, że nie powinno się kwestionować zdania przełożonego. 42% pracowników jest przekonanych, że popełniony błąd zostanie wykorzystany przeciwko nim. 35% uważa zgłaszanie problemów za formę donosicielstwa.
Czytając te dane, zaczęłam się zastanawiać: czy my w ogóle jeszcze pracujemy, czy może coraz częściej po prostu uczymy się przetrwać kolejne osiem godzin?
Zapytałam Emilię Brzóskę, czym właściwie jest bezpieczeństwo psychologiczne. Czy to kolejne modne hasło, czy system wczesnego ostrzegania przed kryzysem. Wiele osób nadal traktuje go jak miękki dodatek do zarządzania. Usłyszałam coś, co powinno wybrzmieć bardzo mocno.
Zrozumiałam, że przez lata popełnialiśmy pewien błąd. Myśleliśmy, że bezpieczeństwo psychologiczne jest tematem wyłącznie dla psychologów. Tymczasem to temat dla liderów, menedżerów, samorządów, szkół, urzędów i wszystkich tych miejsc, gdzie pracują ludzie.
Emilia zwróciła również uwagę na jeszcze jedną rzecz. Jeżeli w kraju, w którym ludzie boją się mówić, chcemy budować innowacyjne firmy, silne instytucje i odpowiedzialne społeczeństwo, to stoimy przed ogromnym wyzwaniem. Milczenie nie jest neutralne, nie jest spokojem. Milczenie jest utratą potencjału. Ktoś widzi problem, ale nic nie mówi. Ktoś wie, że coś nie zadziała, ale milczy. Ktoś ma pomysł, ale zostawia go dla siebie. Płacimy za to wszyscy biznesowo, społecznie, systemowo.
Najbardziej ironiczne jest to, że żyjemy w czasach, w których wiemy o zdrowiu psychicznym więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Organizujemy konferencje, debaty i szkolenia. Mówimy o dobrostanie, odporności psychicznej i profilaktyce wypalenia zawodowego. Jednocześnie coraz więcej ludzi codziennie rano wstaje zmęczonych jeszcze przed rozpoczęciem pracy. Jakby sam fakt otwarcia oczu był już pierwszym zadaniem do wykonania. Bezpieczeństwo psychologiczne nie jest więc żadnym luksusem ani dodatkiem do pakietu benefitów. Nie jest wygodnym fotelem, owocowymi czwartkami czy pokojem relaksu. Jest fundamentem zdrowej organizacji. Amy Edmondson, badaczka z Harvard Business School, definiuje je jako przekonanie, że możemy zabierać głos, zadawać pytania, popełniać błędy i prosić o pomoc bez obawy przed upokorzeniem, odrzuceniem czy karą.
Brzmi banalnie do momentu, aż zadamy sobie kilka niewygodnych pytań:
Ile razy nie zabraliśmy głosu podczas spotkania, bo obawialiśmy się reakcji innych?
Ile razy nie zgłosiliśmy problemu, bo nie chcieliśmy być postrzegani jako osoby trudne?
Ile razy przemilczeliśmy własne przeciążenie, bo przecież inni też mają dużo pracy?
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że współczesne organizacje nie cierpią na brak kompetencji. Ludzie są wykształceni, kreatywni i coraz bardziej świadomi. Problemem staje się brak odwagi do mówienia. Kiedy ludzie przestają mówić, zaczynają się oddalać od siebie nawzajem. Pojawia się frustracja, zmęczenie i ciche wypalenie. Ono jest najgroźniejsze, bo nie przychodzi z hukiem, nie przewraca stołu, nie robi wielkiej awantury. Przychodzi po cichu, siada obok człowieka i zaczyna zabierać mu energię kawałek po kawałku. Najpierw znika entuzjazm, potem inicjatywa, a na końcu poczucie sensu.
Przyszłość rynku pracy nie będzie należała do tych organizacji, które nauczą się pracować szybciej. Będzie należała do tych, które nauczą się pracować mądrzej i zdrowiej.
Paradoks XXI wieku jest wyjątkowo zabawny. Dysponujemy sztuczną inteligencją, automatyzacją i technologiami, o których poprzednie pokolenia mogły tylko marzyć, a jednocześnie wracamy do czegoś najbardziej podstawowego – rozmowy z drugim człowiekiem.
Nie ze stanowiskiem.
Nie z funkcją.
Nie z działem.
Z człowiekiem.
Bezpieczeństwo psychologiczne nie zaczyna się od procedur. Zaczyna się od prostego pytania:
„Jak się masz?”.
Nie rzucanego w biegu na korytarzu, kiedy i tak nie czekamy na odpowiedź. Tylko takiego, przy którym jesteśmy gotowi się zatrzymać i usłyszeć coś więcej niż automatyczne „wszystko dobrze”.
Przez lata uczyliśmy ludzi, jak być bardziej efektywnymi, dzisiaj musimy nauczyć się czegoś zupełnie innego – jak pozostać ludźmi w świecie, który nieustannie zachęca nas, byśmy stawali się maszynami. Człowiek nie jest zasobem, który można eksploatować bez końca, jest człowiekiem.
Najważniejsze pytanie nie powinno brzmieć:
jak zwiększyć efektywność?
Pytanie powinno brzmieć inaczej:
jak stworzyć takie miejsce pracy, z którego człowiek nie będzie musiał wracać do domu po samego siebie?
Organizacje nie rozpadają się od jednego wielkiego kryzysu, rozpadają się od tysięcy małych przemilczeń tak jak rodziny. Milczenie, jak się okazuje, naprawdę kosztuje nas znacznie więcej, niż jesteśmy gotowi przyznać.

Autor: Renata Fijałkowska,
psycholog,
Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie
Najnowsze
