Przejdź do menu Przejdź do treści

Idea Uomo universale

Marmurowe popiersie brodatej, klasycznej postaci ustawione lekko na prawo na jasnobeżowym, teksturowanym tle z koncentrycznymi okręgami i półokręgami (miętowy łuk, żółty półokrąg), cienkimi poziomymi i pionowymi liniami krzyżującymi kompozycję, drobnymi kropkami i heksagonalnymi wzorami w rogach oraz przezroczystymi, nakładającymi się okręgami w odcieniach czerwieni i niebieskiego z numerami 1, 2, 3 rozmieszczonymi wokół.
  • Psychologia
  • środa, 01 lipca 2026

Wieczorem siedział przy stole i pisał list, który w obecnych czasach moglibyśmy nazwać CV. Nie był to profil na LinkedIn z profesjonalnym zdjęciem na tle betonowej ściany i opisem: kreatywny lider zmian z doświadczeniem w zarządzaniu projektami interdyscyplinarnymi.

Napisał list, jak człowiek do człowieka. Leonardo da Vinci pisał do Ludovico Sforza, ponieważ szukał miejsca, w którym będzie mógł tworzyć, obserwować świat i spokojnie karmić własny umysł kolejnymi obsesjami poznawczymi.

Najbardziej fascynujące jest jednak to, że jeden z największych malarzy świata prawie nie pisał tam o malowaniu. Nie zaczynał od sztuki, nie budował narracji o swojej wrażliwości i nie opowiadał, że od dziecka czuł potrzebę tworzenia. Pisał o mostach, machinach wojennych, hydraulice, systemach obronnych i rozwiązywaniu problemów technicznych. Malarstwo zostawił niemal na końcu, jakby mimochodem wspomniał, że oprócz wszystkiego innego potrafi jeszcze namalować jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w historii cywilizacji.

Wyobrażam sobie współczesny dział HR czytający ten list i próbujący nie dostać poznawczego zwarcia. Panie Leonardo, widzimy pewną niespójność profilu zawodowego. Anatomia, mechanika, sztuka, jakieś szkice helikoptera kilkaset lat przed wynalezieniem helikoptera. Naprawdę trudno określić pana główną specjalizację. Potem pewnie dostałby link do testu Gallupa, assessment center oraz pytanie zadane tonem, jakby od odpowiedzi zależał los całej organizacji: gdzie widzi się pan za pięć lat? On prawdopodobnie odpowiedziałby spokojnie, że w sekcji zwłok, przy projekcie machin latających albo na rusztowaniu malując sufit. Właśnie tutaj zaczyna się największy paradoks współczesnego rynku pracy.

Świat XXI wieku jednocześnie panicznie potrzebuje ludzi wielowymiarowych i robi wszystko, żeby ich poznawczo uprościć już na etapie szkoły podstawowej. Od dziecka człowiek słyszy: skup się, nie skacz po tematach, musisz się zdecydować, nie można robić wszystkiego. To jest w ogóle fascynujące, jak wcześnie próbujemy zrobić z ludzi wersję demo Excela. Człowiek ma być uporządkowany, przewidywalny i najlepiej opisany trzema słowami kluczowymi, żeby łatwo przechodził przez system. Potem ten sam człowiek trafia na rynek pracy i nagle słyszy, że powinien być kreatywny, adaptacyjny, odporny psychicznie, cyfrowy, komunikatywny, elastyczny, gotowy do zmiany i najlepiej jeszcze innowacyjny oraz odporny na przebodźcowanie.

Czasem czytam ogłoszenia o pracę i mam wrażenie, że firmy szukają jednocześnie Leonarda da Vinci, mnicha zen, terapeuty systemowego i człowieka, który odpowie na Teamsie w trzy minuty nawet podczas własnego pogrzebu. Najbardziej ironiczne jest jednak coś innego. Najpierw przez kilkanaście lat tłumimy w ludziach naturalną ciekawość świata, a później jesteśmy oburzeni, że nie są innowacyjni. Najpierw uczymy: nie filozofuj, nie komplikuj, na egzaminie tego nie będzie, trzymaj się klucza odpowiedzi. Potem zarządy firm siedzą na konferencjach o przyszłości rynku pracy i zastanawiają się, dlaczego ludzie panicznie boją się zmian i samodzielnego myślenia. Może dlatego, że przez większość życia system karał ich właśnie za samodzielne myślenie. Leonardo da Vinci byłby dziś prawdopodobnie dzieckiem określanym jako „zdolny, ale się nie skupia”.

To zdanie powinno w ogóle dostać własny pomnik przy ministerstwie edukacji, bo ilość ludzi poznawczo połamanych tym jednym komunikatem jest prawdopodobnie większa niż liczba kaw wypijanych przez korporacje podczas kwartalnych raportów. Leonardo nie potrafił skupić się na jednej rzeczy, ponieważ fascynowało go wszystko. Obserwował wodę, analizował ruch mięśni, rozcinał ludzkie ciała, żeby zrozumieć anatomię. Patrzył na światło padające na twarz człowieka, jakby próbował odkryć tajemnicę istnienia ukrytą między cieniem a kością policzkową. Nie robił tego dla kariery ani dla marki osobistej. Był dramatycznie ciekawy świata i może właśnie dlatego współczesność miałaby z nim taki problem.

Dzisiejszy rynek pracy kocha kreatywność dokładnie do momentu, w którym człowiek zaczyna naprawdę myśleć inaczej. W teorii wszyscy uwielbiają innowacje, w praktyce człowiek zadający za dużo pytań zaczyna być „trudny”, za szeroki, za intensywny, za mało przewidywalny – za jakiś.

Patrzę dziś na wielu ludzi i mam wrażenie, że są zmęczeni nie samą pracą, lecz koniecznością ciągłego zmniejszania siebie do wersji akceptowalnej przez system. Człowiek ma być konkretny. Jedna specjalizacja, jedna ścieżka, jedna odpowiedź na pytanie: kim jesteś? Tylko że człowiek bardzo rzadko jest jedną rzeczą. Może jednocześnie kochać psychologię i technologię, liczby i sztukę, biznes i emocje, porządek i chaos, logikę i intuicję. Tymczasem system nadal próbuje pakować ludzi w zawodowe pudełka z dokładnością większą niż segregowanie paczek w IKEA.

Doradca zawodowy coraz rzadziej jest dziś wyłącznie doradcą zawodowym. Coraz częściej przypomina tłumacza chaosu współczesności. Trochę psychologa i trochę przewodnika. Trochę człowieka od gaszenia pożarów poznawczych. Współczesny człowiek coraz częściej nie przychodzi już po wybór zawodu. Przychodzi z pytaniem: czy ja jeszcze nadążam za światem? Chyba dlatego idea uomo universale wraca dziś z taką siłą. Nie dlatego, że wszyscy mamy malować jak Leonardo da Vinci. Raczej dlatego, że świat coraz bardziej potrzebuje ludzi, którzy potrafią łączyć dziedziny, myśleć szeroko i nie boją się zadawać pytań wykraczających poza instrukcję obsługi życia. Leonardo napisał kiedyś: „Żelazo rdzewieje od bezczynności, woda traci czystość w stagnacji, podobnie bezczynność niszczy umysł”. Mam czasem wrażenie, że współczesny rynek pracy pełen jest ludzi, którzy psychicznie rdzewieją w klimatyzowanych biurach premium z darmową kawą i kartą Multisport. Człowiek realizuje KPI, odpowiada na maile, buduje prezentacje, uczestniczy w webinarze o dobrostanie psychicznym sponsorowanym przez firmę, która wysłała mu trzy maile po 22:00, i coraz mniej pamięta, co go kiedyś naprawdę fascynowało. Największym dramatem współczesności nie jest chyba brak kompetencji. Największym dramatem jest to, że wielu ludzi przestało wierzyć, że ich umysł ma prawo być większy niż jedna rubryka w CV.

Autorka Renata Fijałkowska

Autor: Renata Fijałkowska,
psycholog,
Wojewódzki Urząd Pracy w Krakowie

Najnowsze

Dwie osoby siedzą przy drewnianym stoliku na zewnątrz; na stole otwarty laptop, tablet z artykułem, smartfon trzymany w dłoni, szklanka z mrożoną kawą ze słomką i pojemnik na cukier, widoczne ramiona i dłonie rozmówców, jedna osoba z brodą w białej koszuli.
sobota, 25 lipca 2026
Wiedza
Kompetencje cyfrowe w praktyce – gdzie wykorzystujesz je...
Czytaj dalej : Kompetencje cyfrowe w praktyce – gdzie wykorzystujesz je każdego dnia i jak je rozwijać?
sobota, 25 lipca 2026
Wiedza
Kompetencje cyfrowe kobiet w Polsce – czego dowiadujemy...
Czytaj dalej : Kompetencje cyfrowe kobiet w Polsce – czego dowiadujemy się z raportu PARP?
sobota, 25 lipca 2026
Wiedza
Kompetencje cyfrowe – potrzebne prawie w każdym...
Czytaj dalej : Kompetencje cyfrowe – potrzebne prawie w każdym zawodzie